Konrad urodził się na przełomie 24. i 25. tygodnia ciąży i ważył 860 gramów. Pamiętamy z mężem ten dzień bardzo dobrze. To była środa, dzień wyjazdu na krótki przedświąteczny urlop. Mieliśmy się spotkać po pracy na dworcu. Na godzinę przed wyjazdem zobaczyłam krwawienie. Zadzwoniłam do męża i zdecydowaliśmy, że jedziemy do szpitala. Wyjazd odwołaliśmy. Mieliśmy dużo szczęścia, bo po serii badań okazało się, że mam zakażenie wewnątrzmaciczne. Konrad urodził się 3 dni później, w sobotę.
Pierwsze dni i tygodnie były bardzo trudne. Stan chyba każdego wcześniaka o tej masie urodzeniowej na początku jest ciężki. Nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć, dlatego każdy dzień zaczynaliśmy z niepokojem, a kończyliśmy z ulgą, jeśli nie działo się nic złego. Nie uniknęliśmy zmartwień. Konrad miał m.in. niewydolność oddechową (40 dni oddychał przy pomocy respiratora), infekcje i stany zapalne, zapalenie płuc, żółtaczkę, niedokrwistość, martwicze zapalenie jelit, dysplazję oskrzelowo – płucną i retinopatię II stopnia.

Baliśmy się. Nie wiedzieliśmy, co przyniesie kolejna godzina i kolejny dzień. Nie wiedzieliśmy, jaka jest kondycja naszego syna, co z nim będzie. Rozpoczęło się nowe doświadczenie, nieznane i na pewno trudne.
Kiedy Konrad się urodził, bardzo chciałam go zobaczyć. Dowiedzieć się, jak bardzo jest źle. Mąż widział syna jako pierwszy, praktycznie zaraz po porodzie. Gdy tylko pokazał mi zdjęcie, pomyślałam, że jest lepiej niż sądziłam.  Zobaczyłam syna kilkanaście godzin później, gdy już mogłam wstać. Nie umiałam nie płakać przez pierwsze dni, gdy na niego patrzyłam, ale mąż stawiał mnie do pionu i w końcu zmobilizował do bycia silną. Przynajmniej w szpitalu. To było dla mnie ogromnie ważne. Konrada mogliśmy odwiedzać codziennie, dotykać go, czytać mu, śpiewać, być z nim. Jednak by wziąć go na ręce czekaliśmy ponad miesiąc, ze względu na jego problemy z oddychaniem. To uczucie i widok zapamiętam do końca życia.

Mieliśmy momenty załamania, nawet było ich dużo, ale staraliśmy się mieć je nie w szpitalu, przy Konradzie, a w domu. Jeden potężny moment załamania przeżyłam, kiedy Konrad zachorował na NEC (martwicze zapalenie jelit). Miał już blisko miesiąc, wiele złego go ominęło i wydawało się, że idzie ku dobremu. Niestety pojawiła się choroba. To był trudny moment i znowu bałam się, czym to się skończy.

Najlepszą pomoc i informacje zapewniał nam personel szpitala przy ul. Karowej w Warszawie, gdzie Konrad się urodził. Chodziliśmy na warsztaty dla rodzin wcześniaków, co jest wspaniałą inicjatywą, dającą poczucie bezpieczeństwa, na ile to możliwe w tej sytuacji. Nieocenionym wsparciem były dla nas historie innych rodzin, znajdujące się na oddziale, czytane przez nas w kółko. One dawały najwięcej nadziei. By dowiedzieć się więcej o dolegliwościach Konrada, szukaliśmy informacji na stronach dla rodzin wcześniaków i na stronach fundacji zajmujących się tym tematem.

Początek opieki domowej nad wcześniakiem to kolejna dawka stresu po szpitalu. Przynajmniej tak było w naszym przypadku. Nie ma obok ciebie lekarza ani pielęgniarki, którzy odpowiedzą na twoje pytania. Dziecko nie jest już podłączone do urządzeń, które dotychczas pokazywały, czy wszystko w porządku. Moim zdaniem od tego momentu dopiero zaczynasz poznawać dziecko. Pierwsze noce to ogromna adrenalina – każdy kaszel, sapnięcie to debata – czy wszystko w porządku, czy to normalne, czy powinniśmy coś zrobić. Im dalej, tym lepiej, aż przychodzi dzień, kiedy czujesz, że sytuacja jest opanowana. Mnie to zajęło kilka tygodni, jeśli nie dłużej.

Pierwsze miesiące wypełniły nam wizyty lekarskie. W ciągu roku było ich kilkadziesiąt. By dopilnować wszystkich terminów i się w tym nie pogubić, założyłam specjalny zeszyt. Tam mam telefony, adresy, nazwiska lekarzy, najważniejsze notatki na temat zdrowia. Wśród odwiedzonych specjalistów znalazł się oczywiście pediatra (szczepienia, wizyty kontrolne), ale też okulista, neurolog, ortopeda, rehabilitantka (raz w miesiącu rehabilitacja), otolaryngolog i pulmonolog.

Konrad jest dzisiaj zdrowym, pogodnym dzieckiem. Mając rok (korygowanych 9 miesięcy) siedzi, raczkuje, wspina się na wszystkie możliwe meble i wzdłuż nich chodzi, wchodzi po schodkach. Uwielbia muzykę i dużo się uśmiecha. Na szczęście, póki co nie ma żadnych problemów zdrowotnych, nie licząc przeziębień, a i te nie zdarzają się często. Od wielu miesięcy nie myślimy o nim w kategoriach jego wcześniactwa. Jest dla nas i dla ludzi którzy go spotykają fajnym, uśmiechniętym chłopcem.

Małgorzata, mama Konradka

WIĘCEJ INFORMACJI

MAPA OŚRODKÓW ZDROWIA

Znajdź specjalistyczną przychodnię w Twojej okolicy.

VADEMECUM

Poznaj różne ciekawe pojęcia związane z wychowywaniem wcześniaka..